700 km NA ROWERZE: relacja z ultramaratonu Baltic Bike Challenge
23.05.2022

Zawodnicy Romet Factory Team podjęli kolejne wyzwanie: tym razem ukończyli ultramaraton: Baltic Bike Challenge.

Poniżej prezentujemy bezpośrednią relację, którą dzielą się zawodnicy Oktawian Biniek i Paweł Armatys.

Pierwszy rowerowy ultramaraton: relacja

Plan to przejechać wzdłuż wybrzeża rowerem 700 km według śladu GPX w liczniku – to wyznaczona trasa, z której można zjechać w razie awarii i wrócić w to samo miejsce. Mamy na to 100 godzin. Trasa wiedzie przez Świnoujście – Krynicę Morską, od granicy Niemiec po granicę obwodu Kalingradzkiego.

Plan do wykonania!

Zapisy odbyły się w listopadzie i podjęliśmy decyzję, że pojedziemy. W okresie zimowym przygotowaliśmy się, jeżdżąc na trenażerze i wykonując ogólne ćwiczenia wzmacniające górne partie ciała. Do tego kilka dłuższych jazd na szosie. W końcu nastał ten dzień: 7 maja 2022 r. Ostatnie pamiątkowe zdjęcie i tak staliśmy się żółtymi kwadratami z numerami 38 i 39, które można śledzić na ekranie na stronie organizatora. Start planowano w grupach 7-8 osobowych w odstępach 5 min.

Trasa Baltic Bike Challenge

Pierwszy dzień:

Adrenalina skoczyła! Wystartowaliśmy o 6:25 z Latarni Morskiej w Świnoujściu i przejechaliśmy łącznie 238 km na 700 m przewyższeniach po lasach i drogach rowerowych. Na tej trasie był 5-kilometrowy odcinek plaży (163 km trasy), który musieliśmy pokonać na nogach, w mokrych butach, z rowerem w piachu… Był nawet konkurs na najszybsze pokonanie tego odcinka. Dotarliśmy do Ustki (Łeba była poza zasięgiem) i zaczęliśmy organizować nocleg, prowiant. Pizza na kolację to było to. Później zasłużony sen.

Drugi dzień:

Obudziliśmy się po 3 nad ranem i stwierdziliśmy, że ruszamy w dalszą drogą. Tego dnia pokonaliśmy łącznie 259 km i 700 m przewyższeń. Było ciężko: korzenie za Łebą, słynne Kluki bagna, kładki, które były w miarę suche i nie trzeba było wyciągać rowerów z błota.... zgodnie z kalkulacją dojechaliśmy na Hel, wróciliśmy i dotarliśmy do Wejherowa. Przed nami przepakowanie, spanie i ostatni najtrudniejszy dzień.

Trzeci dzień:

Obudziliśmy się o 2 i o 3: 20 już byliśmy w trasie. Do końca 207 km, 1600 m przewyższeń. Początek to noc na lampkach, ale szybko zaczęło robić się jasno. Było zimno, 1 stopień, w Trójmieście mijaliśmy oszronione auta. Wiedzieliśmy, że że Trójmiejski Park Krajobrazowy będzie bardzo trudny: to dużo podjazdów i zjazdów szutrowych. Tylko jeden był do wepchnięcia, sam piach. Nagle problem z kolanem, zażegnany na szybko maścią i lekami przeciwbólowymi… a tu jeszcze 100 km do mety, gdy pedałować może tylko prawa noga. Po kolejnych 30 km zrobiliśmy w Mikoszewie przystanek na doładowanie kalorii. Dalej góra, dół wzdłuż Mierzei Wiślanej, przez słynny przekop, który ma się ku końcowi… Dalej nawrotka przy granicy w miejscowości Piaski. Zostało 17 km do mety: najdłuższych kilometrów bez prądu...

Siłą woli dojechaliśmy. Udało się!

META: podsumowanie wyścigu

Meta, medal pamiątkowy, koszulka, skarpetki, bandana i złoty trunek zwycięzców. Organizator zadbał o obiad, oprawę imprezy, miłą atmosferę. Wszystko było zorganizowane na bardzo wysokim poziomie. Udało się uzyskać łączny czas 58 godzin i 22 minuty co przełożyło się na 71 i 72 miejsce w klasyfikacji generalnej na 260 osób, które wystartowały. Przyjdzie czas na analizę, co można jeszcze poprawić.

Póki co: to dla nas wielka, bardzo wielka sprawa! 700 km w 58 godzin (jazda, spanie, jedzenie, przerwy) wzdłuż przepięknego, cichego przez sezonem wybrzeża. Nie mieliśmy tylko czasu na robienie zdjęć… w końcu to maraton. Powtarzaliśmy sobie, że mamy się nie poddawać i być twardzi. I wszystko co sobie założyliśmy na ten wyścig, sprawdziło się. Jesteśmy bardzo zadowoleni z osiągnięcia mety bez większych przeszkód i awarii. Pogoda okazała się łaskawa, wiatr wiał głównie w plecy, nie było opadów deszczu. Straciliśmy dużo kalorii, ale zyskaliśmy mnóstwo pozytywnych ludzi na trasie, każdy z nich miał swoją strategię.

Teraz wychodzi ogromne zmęczenie ciała: teraz czas na odpoczynek i regenerację oraz leczenie ran. Do zobaczenia gdzieś na trasie…!

700D