AKADEMICKIE MISTRZOSTWO POLSKI

02.06.2016

Maciej Jeziorski nasz zawodnik i jednocześnie student Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie wywalczył tytuł Akademickiego Mistrza Polski MTB 2016! Mistrzostwa środowiska akademickiego odbyły się w Jeleniej Górze. Zawodnikom przyszło się zmierzyć z niezwykle widowiskową, wymagającą, techniczną trasą zlokalizowaną na terenie parku Paulinum.

Dla Maćka mistrzostwa były jednym z kluczowych momentów sezonu. Nasz zawodnik już czterokrotnie podchodził do walki o tytuł jednak za każdym razem nieprzewidziane problemy wykluczały go z rywalizacji. Tym razem wyśmienita forma dopisała, wszystko ułożyło się pomyślnie, dzięki temu Maciej na mecie mógł cieszyć się z wygranej!

Maciej zrelacjonował zmagania:

Akademickie Mistrzostwa Polski, to impreza specyficzna, różniąca się od pozostałych wyścigów w moim kalendarzu.

Nie reprezentuje tu swojego teamu, a uczelnię na której studiuję. Uczestnicy mają bardzo zróżnicowany poziom - są studenci jeżdżący w tenisówkach i bawełnianej koszulce, są też czołowi zawodnicy kraju. Klimat tych zawodów jest inny. Może trochę bardziej luzacki, choć to już chyba zależy od nastawienia samego uczestnika. Jedni przyjeżdżają żeby tylko być i ukończyć, a inni mają ambicje sportowe i chcą powalczyć o jak najlepszy wynik. Ja zaliczam się do tych drugich :)

Mam już za sobą cztery starty na tych zawodach. Zawsze traktowałem je jako jeden z ważniejszych startów w sezonie. Zawsze liczyłem na medal. Różnie to jednak bywało: 2012- 4 miejsce,2013- 7,2014- 6, 2015- 11. Co ciekawe, ostatnie 3 lata, to wywrotki na starcie....

Dość pechowo się to układało. Tym razem liczyłem na więcej szczęścia! :)

W Sobotę odbyła się czasówka - starty osobno (co minutę), jedna runda na maksa. Tego dnia istotną rolę odgrywała pogoda - zmienna, dynamiczna, głównie deszczowa.Wyniki z czasówki wyznaczały kolejność rozstawiania na linii startowej w jutrzejszym wyścigu głównym. Zająłem szóste miejsce, tracąc 32 sekundy do najlepszego  Kuby Zamroźniaka. Biorąc pod uwagę drobne problemy techniczne, był to niezły prognostyk przed jutrem.

W Niedzielę startowaliśmy o 12:30.

W odróżnieniu od dnia wczorajszego, od samego rana świeciło słońce. Zdecydowałem się na zmianę opon z typowo błotnych (Michelin Wild Mud - wczoraj sprawdziły się świetnie), na zestaw trochę szybszy (z tyłu Michelin Wild Grip'r, do przodu Michelin Wild Racer).

Po spokojnym poranku, zacząłem wykonywać rutynowe działania przedstartowe - szykowanie ciuchów, bidonów oraz kontrolne sprawdzenie śrubek w Romecie :) Następnie dojazd na miejsce zawodów, chwila luzu i rozgrzewka. Stojąc na starcie w głowie miałem obrazek sprzed roku - soczysty przelot przez kierownicę, zaraz po sygnale startera. Nie chciałem powtarzać tej sztuczki. Ostatnie minuty czekania, kilka głębszych oddechów i ogień.

Na początek runda rozjazdowa. Zostałem lekko przyblokowany. Spadłem kilka pozycji, jednak dramatu nie było. Najważniejsze, że bez gleby ;) Skręt w prawo w teren, trochę tłoku, przepychania i pracy łokciami. Oczywiście kulturalnej pracy łokciami ;) Na dłuższym, trawiasty podjeździe, przebiłem się kilka pozycji do przodu. Na właściwą rundę wjechałem koło 8-10 miejsca. 

Kolejne minuty ścigania, to grzeczna jazda tuż za czołówką. Kręty, techniczny fragment trasy, nie nadawał się do wyprzedzania.  Tu lepiej odpocząć i zaatakować na dalszych podjazdach. Tak też zrobiłem. Przed zakończeniem pierwszej rundy wyszedłem na prowadzenie. Zyskałem kilka sekund przewagi i deptałem swoje. Czułem się naprawdę dobrze. Nogi kręciły się lekko, bez większego "zapieku". Przyjemne uczucie. Do końca zostało  6 okrążeń - jeszcze wiele mogło się zdarzyć. Zwłaszcza na tak technicznej rundzie. Pełna koncentracja cały czas.

Do połowy wyścigu wszystko szło po mojej myśli - miałem około 50 sekund przewagi nad jadącym na drugim miejscu, Krzysztofem Łukasikiem. Kończąc trzecie okrążenie, na jednym ze zjazdów, łańcuch spadł mi z przedniej zębatki. Musiałem się zatrzymać i z powrotem go nałożyć. Nie było to takie proste, ponieważ mocno się poplątał. Trochę zabawy i jakoś się udało to ogarnąć - około 30-40 sekund w plecy. Trudno - jedziemy dalej.

Chwilę później dojechał do mnie Krzychu. Wyprzedził i podkręcił tempo. Był w gazie. Przez jakiś czas miałem poważne problemy żeby się utrzymać. Po tym postoju, nogi tak jakby trochę wybite z rytmu. Miałem mały kryzys. Całe szczęście nie trwał długo. Czwarte okrążenie przejechaliśmy razem. Na jednym ze zjazdów, za moimi plecami, Krzysiek zaliczył wywrotkę. Zyskałem kilkanaście sekund przewagi, którą z czasem stopniowo powiększałem. Szło dobrze. Wiedziałem, ze jak tylko uniknę jakiegoś głupiego błędu lub defektu, to będzie git.

Ostatnie dwie rundy przejechałem w niezłym tempie, bez żadnych przykrych przygód. Po 1h 35min ścigania, mogłem cieszyć się zwycięstwem :) Fajnie! :)

Cóż mogę napisać...cieszę się bardzo! Tego dnia wszystko zagrało jak trzeba. Czułem się świetnie. Romet jechał rewelacyjnie. Mam do siebie trochę pretensje, ponieważ tuż przed jedną z ważniejszych imprez w sezonie, kombinowałem coś przy napędzie - stąd problemy z łańcuchem. Jest nauczka na przyszłość. Całe szczęście wszystko skończyło się dobrze. Wielkie podziękowania dla trenera - Adam Starzyńskiego, firmy Romet, teamu Romet Racing Team oraz klubu AZS AWF Warszawa, który zorganizował wyjazd do Jeleniej Góry. Organizacja AMP-ów, jak co roku – na najwyższym poziomie. Naprawdę niewiele wyścigów jest tak fajnie i profesjonalnie zrobionych.

Było miło, ale się skończyło. Ciśniemy dalej, sezon dopiero się rozkręca, a najbliższy start już 5.06 - trzecia edycja Pucharu Polski XC w Tuchowie. Powalczymy! :)” – zakończył nasz zawodnik. Gratulujemy i trzymamy kciuki za kolejne świetne rezultaty!

wstecz
700D