BESKIDY MTB TROPHY 1 ETAP CZANTORIA

26.05.2016

Zachciało się naszym kolarzom „Pure MTB”, więc mają :). Bartek Janowski oraz Dominik Grządziel pokonali dziś inauguracyjny „rozgrzewkowy” etap wyścigu Beskidy MTB Trophy! Trophy trzyma poziom! Po całonocnej ulewie na ścieżkach nie brakowało błota. Do przejechania było odpowiednio 69,6 km, 2550 metrów przewyższenia na dystansie Classic, oraz 56,2 km i 1936 metrów podjazdu na Mega. Nasi zawodnicy finiszowali w czołówce zmagań! Na dłuższej pętli Bartek wywalczył 1 miejsce w kategorii wiekowej M3 (2 OPEN), natomiast Dominik był 2 w M3/Open w zmaganiach na Mega.

Wrażenia ze rywalizacji na dzisiejszym etapie:

Bartek – 1 miejsce w kategorii wiekowej M3 (2 OPEN) dystansu Classic.

„Ciężko :). Na ścieżkach było mnóstwo błota i generalnie etap rozgrywał się w strasznej wilgoci. Przez większą część ścigania jechaliśmy w totalnej mgle. W niektórych miejscach widoczność była ograniczona dosłownie do kilkunastu metrów. W takich warunkach hardcorem były zjazdy pełne niebezpieczeństw i pułapek, kamieni, korzeni, kolein itp. Zmagania chciałem przejechać z zapasem, a wyszło jak wyszło :) Ciężko było się oszczędzać. Generalnie jestem zadowolony, ale mogło być trochę lepiej. Nieuważnie w pewnym miejscu zgubiliśmy trasę wraz z Fritzem Felixem (Focus Rapiro Team). Szkolne błędy zawodnikowi z doświadczeniem takim jak ja, nie powinny się już przytrafiać. Ale cóż jutro zachowam czujność,  jednak dodatkowe 4 minuty w plecy trochę bolą psychikę. Felix zgubił trasę później jeszcze raz, więc na metę wjechał z większą stratą. Nauka z dzisiejszego etapu nie jechać za nawigującymi Niemcami :) ”

Dominik – 2 miejsce w kategorii wiekowej M3 (2 OPEN) na dystansie Mega

„PURE MTB – w końcu! :) Długie podjazdy, sztywne ścianki, zjazdy szybkie i techniczne, błoto.  Do tego pot, ból i satysfakcja na mecie. Czyli wszystko to, co kocham w kolarstwie górskim (no może oprócz tego błota… ;). Z pierwszego etapu jestem w sumie zadowolony. Jechałem bardzo aktywnie, nie oszczędzałem się. Od pierwszego podjazdu odjechaliśmy w trójkę z Arkiem Perkinem i Rafałem Nogowczykiem. Na podjazdach odjeżdżaliśmy z Arkiem Rafałowi, ale ten niwelował na każdym zjeździe naszą przewagę:  jego rower z pełnym zawieszeniem robił robotę na trasie! Rafał dojechał też do nas po ostatnim technicznym zjeździe i ostatnie krótkie podjazdy pokonywaliśmy wspólnie.  Mógłbym napisać, że w zasadzie ostatnie 5 km ciągnąłem sam, a Rafał dał zmianę dopiero przed metą, ale w sumie nie mam o to pretensji, gdyż dziś tak naprawdę przegrałem 1 msc na zjazdach, które mój rywal pokonywał po prostu sporo szybciej… Na metę wpadliśmy w odstępach sekundowych, więc walka o klasyfikację generalną zaczyna się de facto jutro od nowa! :)”

wstecz
700D