BIKE MARATON W ZDZIESZOWICACH

25.05.2016

W Zdzieszowicach na trzeciej tegorocznej edycji cyklu Bike Maraton Bartosz Janowski i Dominik Grządziel „przepalili nogę" przed nadchodzącą etapówką MTB Trophy! Sprzyjająco, tym razem na ścieżkach nie zarejestrowaliśmy ani grama błota, co w perspektywie wcześniejszych maratonów MTB tego sezon było niepodważalnie miłą prawdziwie wiosenną odmianą. Kolarze Romet Racing Team na finiszu zmagań uplasowali się w czołówce. Na dystansie GIGA Bartek wywalczył 1 miejsce OPEN, a wracający po przebytej chorobie Dominik finiszował, jako 7 w kategorii M3 (16 pozycja OPEN) na pętli MEGA.

Bartek – 1 miejsce Elita/Open dystansu GIGA

Lubię Bike Maraton rozgrywany w Zdzieszowicach i mam do niego naprawdę ogromny sentyment. Moja małżonka pochodzi z tych okolic w związku z tym niejako teren rozgrywania zawodów stały się również i moim własnym. Poza tym w poprzednich latach przetrwałem w Zdzieszowicach kilka naprawdę imponujących bojów, w tym dwa zwycięskie. Jedną z wygranych batalii stoczyłem z Andrzejem Kaiserem i Bogdanem Czarnotą (sezon 2011) i do końca życia będę pamiętał ją, jako tą najbardziej emocjonującą i zarazem satysfakcjonującą dla mnie. Wszyscy wiedzą, że obaj panowie to prawdziwi kolarscy terminatorzy, swoją postawą i jazdą bardzo dobrze mnie przez lata przeszkolili :).

Tegoroczna edycja maratonu rozgrywanego na stokach Góry Św. Anny, pod każdym względem była bardzo udana. Obok słonecznej pogody, ciekawej trasy, ogromnego tłumu pozytywnie zakręconych kolarzy, świetnej organizacji – tu standardowo kolejny raz składam ukłony dla Macieja Grabka i całego teamu organizacyjnego za ogarnięcie tak wielkiego przedsięwzięcia :), w moim przypadku doszła również przyjemność z osiągnięcia mety na pierwszym miejscu OPEN na dystansie GIGA, oczywiście nie bez wysiłku! Zdzieszowicki Bike Maraton już po raz trzeci zapisany został na moje „konto” i mam nadzieję, że nie ostatni :).

Niestety w pozytywnym obrazie całości, w tej przysłowiowej ogromnej beczce miodu osobiście dla mnie znalazła się drobna kropla dziegciu a było nią zachowanie jednego z moich konkurentów, który na mecie potraktował mnie w sposób, lekko mówiąc, niewłaściwy. Było to dla mnie bardzo przykre zdarzenie, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że wspomnianego młodszego ode mnie oponenta traktuję, jako kolegę, solidnego rywala, a w dodatku cenię za talent sportowy i dotychczasowy bardzo szybki progres formy. Nie będę polemizował z postartowym komentarzem rywala, pomimo tego, że mój subiektywny obraz wyścigowych wydarzeń był inny. Jak na bokserskim ringu sytuację po prostu przyjmuję na klatę, jako kolejne doświadczenie, a na koniec mam dla wszystkich puentę mówiącą o tym, że w sporcie trzeba umieć wygrywać z pokorą i przegrywać z klasą!”

Dominik – 7 miejsce w kategorii wiekowej M3 (16 pozycja OPEN)

„Jak było w Zdzieszowicach? Dla mnie na pewno boleśnie...! ;) Już od wjazdu na Ankę czułem, że w tym dniu zostawię trochę zdrowia i sił na trasie. Jak to zwykle u mnie bywa, najbardziej brutalne były nie sztywne krótkie podjazdy, ale fragmenty po płaskim, kiedy naprawdę musiałem się mocno zaginać, by nie odpaść z grupy. Grupę najpierw stanowiliśmy z Pawłem Wiendlochą, ale kiedy przez długi okres czasu nie pojawiały się żadne podjazdy stopniowo dochodzili do nas kolejni zawodnicy, by ostatecznie utworzyć sporawy peleton, składający się z kilkunastu kolarzy. Chłopaki mocno pracowali, a ja mimo szczerych chęci i zagryzania wargi do krwi musiałem w końcu, na m.w. 10 km do mety, uznać wyższość mocniejszych tego dnia kolegów i opuścić naszą wesołą gromadkę. Z niemałą ulgą przyjąłem fakt obniżenia tętna do wartości <175 uderzeń, kiedy w końcu mogłem przestać połykać wypadające przez gardło serce... :) Swoim tempem dotoczyłem się już do mety, którą przyjąłem z wieeelką ulgą!

Po zawodach przyszła pora na przeanalizowanie tego delikatnie mówiąc nie najlepszego startu w moim wykonaniu. Myślę, że winę za to ponosi wredny rotawirus, który męczył mnie równy tydzień by ostatecznie odpuścić we wtorek. Przez tego skurkobańca straciłem mega fajny maraton w Kluszkowcach, no i chyba lekko mnie wyciął w Zdzieszowicach. No nic, nie ma, co się mazać, tylko trzeba się regenerować, bo już za niecałe 3 dni największa rowerowa przygoda tego sezonu, czyli MTBTrophy, na które wracam po raz drugi, po 7 latach! :) Jestem mega podjarany, tym bardziej, kiedy patrzę na profile poszczególnych etapów i nie widzę tam ani odrobiny płaskiego terenu! :)”

wstecz
700D