BŁOTNISTA INAUGURACJA CYKLOKARPAT

05.05.2016

Cyklokarpaty to przygoda! Cyklokarpaty to wyzwanie! Cyklokarpaty to góry, podjazdy, zjazdy, zakręty, kamienie, korzenie, kurz i błoto a także rywalizacja sportowa, czyli tak naprawdę wszystko to, co lubimy w kolarstwie górskim! Oczywiście nie mogło nas zabraknąć na inauguracyjnej edycji sezonu 2016. W Przemyślu było…. jak to na Cyklokarpatach właśnie - konkretnie i klimatycznie :) W trakcie zmagań Bartek i Dominik dali z siebie maxa i na mecie zameldowali się na czołowych pozycjach! Zapraszamy do relacji ze zmagań!

Bartek Janowski – 1 miejsce Open na dystansie Giga

„Witamy na Cyklokarpatach!  - w ten sposób w wielkim skrócie mogę opisać inauguracyjną edycję serii :). Po mimo tego, że ścigaliśmy się tak naprawdę w przedsionku prawdziwych gór, wyraźnie czuć było klimat autentycznego maratonu MTB. Długie podjazdy, genialne widoki, las, błoto, walka z rywalami i beztrosko hasającą po okolicy dziką zwierzyną :). Oblicze outdoor’u w najczystszej postaci, obserwowane w trakcie sportowej rywalizacji z perspektywy rowerowego siodełka, czyli tak jak lubię!

Maraton rozgrywany w Przemyślu jest super. Start zlokalizowany w miejskiej starówce, w ogromnym tłumie widzów i kibiców dodawał prawdziwego kopa energetycznego. Taki zastrzyk adrenaliny i energii był niezbędny, gdyż trasa do lekkich nie należała, poza tym już od samego początku wspinał się pierwszy solidny podjazd, który z każdym przebytym metrem stawał się coraz bardziej stromy. Przewyższenia pokonywane w pionie błyskawicznie selekcjonowały stawkę. Zdobycie szczytu „Tatarskiej” nagrodzone zostało wspaniałą panoramą rozciągającą się na Przemyśl. Jednak w trakcie pierwszych minut wyścigu raczej nikt nie miał czasu na podziwianie widoków! W peletonie zapanował ożywiona hiperwentylacja za sprawą Karola Rożka AGH Cycling Team (jak się później okazał zwycięzcy Open dystansu Mega), oczywiście ja korzystając z „żółwika” w korbie również starałem się na swój sposób trochę podkręcać tempo :).

Podejrzewałem, że na trasie może zalegać trochę błota, jednak warunki terenowe panujące na niebieskim szlaku - leśnym singlu, fragmencie pierwszej pętli Mega i Giga - wielokrotnie przewyższyły moje przedstartowe przypuszczenia :D. Genialne szybkie opony Michelin Wilde Race’r Advanced 2.0 skapitulowały i nie pomagał mi w walce z żywiołem, musiałem w tym miejscu uznać wyższość Marcina Rydla – PTC Przemyśl, który perfekcyjnie radził sobie w przemierzaniu błotnistej ścieżki. Mój tegoroczny czas pokonania 5 kilometrowego segmentu z portalu STRAVA był gorszy o 4 minuty i 9 sekund w stosunku do mojego rekordu z zeszłego sezonu, co oznacza, że był to po prostu hardcore.

Szczęśliwie reszta trasy była w znakomitej większości twarda i przejezdna dzięki temu rozpędzając Racer’y osiągałem przyzwoite prędkości przelotowe :), a przy okazji obserwowałem walkę zawodników dystansu Mega, wspomnianych już wcześniej Karola Rożka, Marcina Rydla oraz mojego kolegi teamowego Dominika Grządziela, którzy wymieniali się ciosami i nie oszczędzali się :). Druga pętla na Giga była łatwiejsza, nie było już na niej niebieskiego szlaku, poza tym przyjemne słońce podsuszyło trochę resztę ścieżek. Finał trasy z technicznym slalomem prowadzącym stromo w dół, był świetnym zakończeniem zmagań. 66 kilometry dystansu Giga pokonałem w 2 godziny 50 minut, co jednoznacznie pokazuje, że były to rewelacyjne, treściwe MTB kilometry, okupione autentycznym wysiłkiem!”

Dominik Grządziel – 1 miejsce w kategorii wiekowej M3 (2 Open) na dystansie Mega

Zawsze fajnie jest pościgać się na trasach Cyklokarpat. Nie inaczej było w inauguracyjnym tegoroczny cykl Przemyślu. Dodatkowo pogoda w tym roku wyjątkowo postanowiła nas oszczędzić i odpuścić z deszczem. Na szczęście błota nie zabrakło, i dobrze! ;)

Po pechowym dla mnie maratonie w Wietrznie, do Przemyśla jechałem nabuzowany jak na mistrzostwa świata… ;) Obsada na dystansie mega wyglądała godnie, co było gwarantem solidnej porcji ścigania. I tak też było. Już od pierwszego podjazdu uformowała się czołowa 4-ka zawodników, którzy ostatecznie walczyli o zwycięstwa na obu dystansach. Tempo grupie nadawał oczywiście nasz czerwony od stóp do głowy Bart, który już na początku chciał pokazać rywalom z najdłuższego dystansu, że co najwyżej mogą między sobą bić się o drugie miejsce, bo pierwsze już dawno zaklepane…! ;) Pozostałą część grupy ucieczkowej stanowili megowicze: Karol Rożek, Marcin Rydel i ja.

Wraz z upływem czasu Bartek i Karol zaczęli delikatnie odjeżdżać, a do mnie i Marcina dojechało kilku zawodników z peletonu. Na szczęście utwardzone płaskie nawierzchnie się skończyły i wjechaliśmy we wciągające, zasysające błotko! :) Już kilkaset metrów błotnej zabawy wystarczyło, by ponownie przetrzebić peleton. Marcin, który znał trasę, obiegał w ekspresowym tempie wszystkie większe kałuże i szybko wyprzedził Karola i dojechał/dobiegł do Bartka. Zyskali nad nami kilkanaście sekund przewagi, która się utrzymała przez cały czas spędzony w lesie. Las pokonywaliśmy myślę w połowie jadąc, a w połowie pchając rowery. Jako że stosunkowo dużo biegałem w terenie w zimie (także w błocie) mi się podobało. ;) Wszystko, co dobre jednak się kończy i w końcu wyjechaliśmy ponownie na utwardzone nawierzchnie trawiasto-szutrowo-asfaltowe, na których rozpoczęliśmy z Karolem pogoń za majaczącym gdzieś w oddali Marcinem. Po kilku km wspólnej jazdy na dłuższym podjeździe Karol wrzucił 6-ty bieg i niestety musiałem go pożegnać. Cały czas czułem się jednak bardzo dobrze, noga podawała i walczyłem o jak najlepszy wynik. Wizja poprawy pozycji pojawiła się na długim szutrowym podjeździe, kiedy na zakręcie zobaczyłem Marcina, oddalonego o kilka sekund. Po kilku minutach podjazdu (myślę, że sporo powyżej progu) doszedłem do Marcina i spróbowałem mu mocno poprawić. Skubany się utrzymał, więc już nie forsując tempa rozpoczęliśmy wspólny finisz od mety, oddalonej o ok. 5 km.

Nie były to do końca przyjemne chwile… ;) Najpierw na zjeździe DH walczyłem ze skurczami ud, a następnie na ostatnim mega stromym podjeździe pod stok narciarski zaatakowałem by urwać rywala. Z dużym bólem, ale udało się wypracować kilkanaście sekund przewagi, które dowiozłem do mety.

 

Uff, wyszło fajne ściganie i niezły zapiek od pierwszego podjazdu po starcie do ostatniego przed metą. Bezpiecznie wygrałem swoją kategorię M3, do zwycięstwa open zabrakło mi nieco ponad minuty. Może następnym razem… ;)”

wstecz
700D