EMOCJONUJĄCY FINAŁ PUCHARU POLSKI XC MTB

08.09.2016

Za Maćkiem Jeziorskim finał Pucharu Polski Cross Country MTB. Ostatnią edycję cyklu rozegrano w Głuchołazach, gdzie po zaciętym finiszu nasz zawodnik uplasował się na drugim miejscu. Osiągnięty rezultat zapewnił Maćkowi zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Elity Pucharu Polski MTB 2016! 

Maciek szczegółowo zrelacjonował emocjonujące zmagania:

„Podobnie jak przed rokiem, finał Pucharu Polski odbył się w Głuchołazach. Podobnie jak przed rokiem, cel na ostatnią edycję był prosty – pojechać jak najlepszy wyścig i obronić pozycję lidera w klasyfikacji generalnej. W 2015 wyszło nieźle - generalkę wygrałem „o włos” z Kubą Zamroźniakiem. Teraz zapowiadała się równie zacięta walka z Filipem Heltą.

Do Głuchołaz ruszyłem w piątek z samego rana. Sprawna podróż, dojazd na nocleg i jazda na objazd trasy. Runda dobrze mi znana – całkiem fajna, ze sporą ilością przewyższeń. Techniki niewiele, choć pojawiły się nowe elementy – mały drop i „rock garden” Nic trudnego, ale zawsze to jakieś urozmaicenie. Po treningu przyszedł czas na jedzenie i odpoczynek. Trzeba zbierać siły przed jutrem.

Rano owsianka, luźna przejacha i czekanie na start.  Wyścig dopiero, o 15: 00, więc mieliśmy jeszcze dużo czasu. Byliśmy w komfortowej sytuacji, ponieważ mieszkaliśmy tuż przy trasie. To spore ułatwienie – nie trzeba nigdzie dojeżdżać, pakować do auta itp. Można skupić się tylko na przygotowaniach do startu.

Przypięcie numerów, zrobienie bidonów, przebieranie i jazda na rozgrzewkę. 30min kręcenia na rolce wystarczy.  Na linii startowej sporo mocnych zawodników. Oczywiście czołówka Pucharu Polski XC, ale również „czerwony pociąg”, czyli grupa JBG2, Piotr Konwa oraz jacyś zawodnicy z Rosji.

Ostatnie sekundy czekania, kilka głębszych oddechów i jazda. Sprawne wpięcie, rozkręcenie i...lewy but wypina mi się z pedała. Całe szczęście bez poważnych konsekwencji. Tracę tylko kilka pozycji

Po krótkiej pętli rozjazdowej, wjazd na właściwą rundę.  Na „dzień dobry” dość długi podjazd. Jestem koło siódmego miejsca. Całą grupę prowadzi Piotr Konwa. Tuż za nim Filip Helta – tego człowieka muszę dziś pilnować.  Sprawa jest prosta – żeby wygrać generalkę, trzeba wygrać z Filipem. No to jedziemy.

Szybko formuje się czołowa grupka – Piotrek , Filip, Kuba Zamroźniak, Kornel Osicki, Patryk Kaczmarczyk, ja. Krótki szybki zjazd, następnie kolejny podjazd – najdłuższy na rundzie. Początkowo płaski, w końcówce dość stromy. Tempo mocne, ale zapas sił mam. Wygląda na to, że noga działa dziś jak trzeba. Oczywiście to dopiero początek, jednak już po pierwszych minutach można wyczuć jak będzie. Zapowiadało się ok.

Wjeżdżamy na najwyższy punkt na trasie. Druga połowa rundy jest znacznie przyjemniejsza – szybkie zjazdy, zakręty i krótkie „sztajfy”. Fajna zabawa, ale o błąd łatwo. A błąd zrobiony przy dużej prędkości, to zazwyczaj bolesny błąd :) Czujność wskazana.

Nasza grupka lekko się porwała. Filip z Piotrkiem robią kilka sekund przewagi. Ja jadę z Kubą Zamroźniakiem, tuż przed nami jest Kornel Osicki.

Zaczynamy drugie okrążenie. Na podjazdach łapię swój rytm, czuje się ok. Wychodzę na trzecie miejsce. Filip z Piotrkiem są blisko, tak na 15-20sek.

Trzecia runda – strata podobna, może trochę większa. Filip lekko zostaje za Piotrkiem. Dla mnie to dobry znak.  Podkręcam trochę tempo i dojeżdżam do zawodnika z KKW Superior Wałbrzych. Wjeżdżamy razem na najwyższy punkt. Teraz druga część rundy – szybko, kręto, dynamicznie. Na takich fragmentach raczej ciężko o zrobienie przewagi. Zwłaszcza nad Filipem, który technicznie radzi sobie bardzo dobrze. Czekam na dłuższe podjazdy.

Rock garden, przejazd przy boksie technicznym, zaczynamy okrążenie nr 4. Na pierwszym wzniesieniu ogień. Jadę mocno, bez oszczędzania. Chcę odjechać i jak najszybciej zrobić przewagę. Lekko nie jest. Zapiek w nogach duży. Filip wciąż się trzyma. Dokręcam na wypłaszczeniu. Chyba można to nazwać atakiem.

Zyskuję kilka metrów przewagi. Szybki zjazd i znów góra. Teraz ta najdłuższa. Trzeba poprawić, tak żeby odjechać na bezpieczną odległość. Wciąż niedaleko jest Piotr Konwa – jakieś 20sekund.

Różnice czasowe między naszą trójką powiększają się – ja odjeżdżam Filipowi, a Piotrek dokłada mi kilka sekund.  Czuje się ok, ale „młody Konwa” jest wyraźnie mocniejszy.

Dwie rundy do końca. Na podjazdach kręcę swoje. Na zjazdach szybko, ale bez zbędnego ryzyka. Sytuacja wydaję się być opanowana. Powoli oswajam się z drugim miejscem, aż tu nagle info - „Piotrek jedzie na gumie”. No ładnie.  Pojawia się szansa na pierwsze miejsce.  Zbliżam się do Piotrka. Faktycznie – powietrza w tylnej oponie ma dość mało. Razem wjeżdżamy na boks techniczny. Ja łapie za bidon, Piotrek zatrzymuje się na wymianę tylnego koła.

Wychodzę na pierwsze miejsce. Zaczynam ostatnie okrążenie. Wszystko pięknie, ale dowiezienie tego do mety nie będzie takie proste. Wymiana koła zajmuje około 30sek – mniej więcej tyle mam teraz przewagi. 30 sek nad Piotrkiem Konwą, to niewiele.

Jadę wszystko. Myślę sobie „nie oglądaj się za siebie” Oglądam się za siebie. Piotrek goni jak wściekły. Jest blisko. Po najdłuższym podjeździe mam około 20 sek. Zjazdy i zakręty na ryzyku, krótkie „sztajfy” na maksa. To nie wystarcza. Piotrek coraz bliżej. Skubany.

Do końca niecały kilometr. Łagodne wzniesienie po asfalcie. Wstaje z siodła i jadę w „trupa”. Nic z tego. Piotrek jest przy mnie. Moje nogi już dobite. Zaczynam powątpiewać. Przed nami jeszcze tylko krótki podjazd, zjazd rock gardenem, 3 zakręty i meta.

Jest walka.  Trochę przepychania i pracy łokciami. Dość nerwowo. Kamienie zjeżdżam, jako pierwszy.

Ostatnie kręte 300metrów. Piotrek wyprzedza mnie na jednym z zakrętów. Nie wiem, jak, ale mnie wyprzedza. Wjeżdżamy na ostatnią prostą do mety. Niestety dość krótką. Staram się jeszcze coś ugrać, ale nic z tego. Finisz przegrywam.

Trochę słabo. Wygrana była, blisko, ale nie popisałem się w końcówce. To tak lekko mówiąc. Napisałbym inaczej, ale nie wypada używać brzydkich słów. Trudno. Prawda jest taka, że wygrał mocniejszy. Piotrek pokazał moc. Należała mu się wygrana, co nie zmienia faktu, że jestem na siebie zły. Szanse miałem i jej nie wykorzystałem.

Mimo przegranego finiszu, cały wyścig oceniam pozytywnie. Czułem się dobrze, noga fajnie się kręciła, sprzęt nie zawiódł. Co istotne – bronię pozycji lidera klasyfikacji generalnej i tym samym powtarzam sukces sprzed rok – wygrywam klasyfikację generalną Pucharu Polski XC. Osiem edycji, osiem dobrych wyścigów bez żadnych defektów. Równą formę zawdzięczam trenerowi, brak defektów Rometowi – dzięki! :)

W najbliższy weekend fajne ściganie w Jeleniej Górze – „Maja Race” i Mistrzostwa Polski w Maratonie. Walczymy dalej! :)”

Zdjęcia: Adam i Magdalena Tkacz, Adam Starzyński 

wstecz
700D