GÓRSKIE EMOCJE NA PODHALAŃSKICH SZOSACH

05.07.2016

W pierwszą niedzielę lipca Kasia Polakowska stawiła się w Rabce Zdrój na starcie szosowych zawodów z serii Podhale Tour. Wyścig rozegrał się na 44 kilometrowej górskiej trasie z widowiskowym finiszem prowadzącym stromym czterokilometrowym podjazdem na przełęcz nad Harkabuzem. W trakcie zmagań nie brakowało emocji. Po deszczowym poranku na mokrych szosach zalegało sporo brudu, co jednak nie przeszkodziło naszej zawodniczce w osiągnięciu mety na pierwszym miejscu wśród startujących kobiet.

Kasia podsumowała zmagania:

„W niedzielę wystartowałam w edycji wyścigu Podhale Tour w Rabce-Zdrój. Na trasie z Rabki czekało prawie 1100 metrów przewyższenia, w tym 2x podjazd pod Harkabuz, od strony Raby Wyżnej. Po mocno upalnych dniach, niedziela rano przywitała nas deszczem i około o 15 stopni niższą temperaturą niż w dniu poprzedzającym imprezę. W tym wypadku załamanie pogody podziałało na moją korzyść, gdyż znacznie lepiej mi się jeździ w chłodzie czy zimnie niż w ponad 30-stopniowym upale. Deszcz na szczęście nie był duży, a w drugiej połowie wyścigu szosa zaczęła się miejscami osuszać. Nie bardzo wiedziałam, czego się spodziewać, po swojej dyspozycji, gdyż w tym roku mniej jeździłam po górkach. Jednak dobrze mi się jechało od początku i już pod pierwszy podjazd pod Harkabuz wysunęłam się na prowadzenie wśród kobiet. Peleton startujących oczywiście się porwał w tym miejscu na mniejsze grupki. A ja po pierwszym podjeździe zabrałam się w dalszą jazdę w 4-osobowym składzie. Na pewno niebezpieczne były zjazdy, gdyż asfalt na tych odcinkach nadal był mokry i na zakrętach zalegał piach z małymi kamieniami. Jednak widziałam, że współtowarzysze też nie szarżują i jadą zachowawczo w tych miejscach. Następnie jazda po mniejszych hopkach, po drodze Załuczne i pod Pieniążkowice, które chyba zawsze są elementem etapów na Podhalu. W pewnym momencie na odkrytym terenie zawiesiłam nawet oko na rozlegających się Tatrach, które od góry przykrywała wielka chmurowa czapa. Dalej na trasie długi zjazd od Pieniążkowic do Raby Wyżnej, skąd zaczynał się ostatni dłuższy podjazd do mety. Na finalnym „Harkabuzie” nie mając za wiele do stracenia postanowiłam trochę poeksperymentować i ryzykownie podkręciłam tempo odrywając się od reszty moich towarzyszy. Cieszę się, że tym razem udało mi się utrzymać dobrą i równą dyspozycję do finalnej kreski na górze. W planach mam dalej pracować nad podjazdami.”

wstecz
700D