GÓRSKIE ZMAGANIA NA RAJCZA TOUR

10.06.2016

W pierwszy weekend czerwca odbyła się 7 edycja wyścigu kolarskiego Rajcza Tour. Zmagania przeprowadzono w ramach serii Dobre Sklepy Rowerowe Road Maraton. Impreza przeszła do historii, jako bardzo udana! Dopisała piękna słoneczna pogoda. Wszyscy startujący komplementowali również wymagającą górską trasę. Rywalizację podzielono na dwa dni.  W pierwszym rozegrano wyścig ze startu wspólnego gdzie na zawodników czekały dwie 50 kilometrowe pętlę, na każdej do zdobycia było aż 1200 metrów przewyższenia! Ściganie w takich warunkach wiązało się z tytanicznym wysiłkiem. W drugim dniu rozgrywek kolarze zmierzyli się z 6 kilometrową czasówką, która również nie należała do lekkich gdyż zawierała bolesną dla nóg różnicę wysokości pomiędzy startem a metą, wynoszącą 343 metry podjazdu.

W ok. 200 osobowym kolorowym peletonie w naszym imieniu walczyła Kamila Biernat. Nasza zawodniczka, zaprezentował solidną formę, jak na prawdziwą góralkę przystało! Metę pierwszego dnia zmagań minęła na 2 miejscu w kategorii K2 (3 Open Kobiet), w rywalizacji czasowej nie miała natomiast sobie równych osiągając najlepszy czas przejazdu Open wśród startujących kobiet.

Kamila podzieliła się swoimi wrażeniami z wyścigu:

„W Road Maraton Rajcza miałam przyjemność uczestniczyć po raz czwarty, jednak tym razem wyścig odbył się ponad trzy miesiące wcześniej. Wymagające 102 kilometry konkretnego ścigania, z pięcioma długimi podjazdami.. Nie wyobrażałam sobie, aby mogło mnie tu zabraknąć, tym bardziej, że chciałam bronić pierwszego miejsca wywalczonego w ubiegłym roku.

Mimo małego stresu przed startem, wszystko zapowiadało się wyśmienicie. Piękna słoneczna pogoda, ciepło, ale nie jest za gorąco, noga kręci się świetnie i ma moc.

Pierwsze kilometry wyścigu zwalniane są przez auto organizatora, dzięki czemu mogłam się dobrze rozgrzać, trochę rozluźnić i znaleźć chwilę na pogaduchy z kolegą, z dawnego teamu.

Niestety w połowie pierwszego podjazdu, na którym peleton mocno ruszył, dobry humor zakończył się. Wrzucając łańcuch na blat, zbyt lekko dokręcona linka przedniej przerzutki puściła. Nie dopuszczam myśli o wycofaniu – w końcu to tylko linka. Po podjeździe staję na chwilę i dokręcam śrubę, niestety nie mam siły mocno naciągnąć linki, wrzucam ręką łańcuch na blat i jazda! Niestety straciłam trochę czasu i dogonił mnie peletonik z dwiema dziewczynami. Przez dłuższy czas staram się nie zrzucać łańcucha z blatu, bo wiem, że na kolejnym zjeździe trzeba będzie się zatrzymać. Niestety podjazdy tutaj są zbyt strome i przy 14% decyduję się na małą zębatkę. Na kolejnych zjazdach staję i szarpię się z łańcuchem, pod górę próbuję nadrobić stracony czas. Tym razem są to 102 kilometry stresu i ćwiczenia silnej woli. Pokonując ostatni podjazd do mety, jadę już spokojnie i cieszę się, że dojechałam cała i bez poważniejszych problemów. Następnego dnia czasówka z Kamesznicy pod Koczy Zamek, z konkretnym podjazdem dochodzącym do 22-23%, tutaj już tanio skóry nie sprzedam ;)

I tak też było. Trasa była świetna. Pierwsza połowa dość płaska, gdzie można się mocno rozbujać, ale jak na uphill przystało, reszta jazdy to niekończące się ścianki do nieba :) Mimo zmęczenia byłam w pełni zmotywowana i pokonałam podjazd z najlepszym czasem wśród kobiet.”

Zdjęcia: Katarzyna Bańka

 

 

wstecz
700D