KLASYCZNE ŚCIGANIE W PSARACH

14.06.2016

Szosa jest kobietą!  Zgadzamy się z tym stwierdzeniem w 100%. W przekonaniu o słuszności wspomnianej tezy utwierdza nas Kasia Polakowska, która obok rozkręcania krakowskich „Damskich treningów na szosie” systematycznie i z powodzeniem startuje w wyścigach szosowych, swoją postawą promując jednocześnie tę odmianę kolarstwa wśród innych rowerowo zakręconych dziewczyn!

Kasia ma za sobą bardzo udany wyścig klasyczny. W ubiegły weekend nasza kolarka wystartowała w XII Mistrzostwach Kolarskich – Bike Atelier Road o Puchar Wójta Gminy Psary, gdzie po pasjonującej walce na trasie i sprinterskim finiszu uplasowała się na pierwszym miejscu w gronie startujących kobiet.

W miejscowości Psary na Śląsku odbył się wyścig szosowy ze startu wspólnego w ramach cyklu Bike Atelier ROAD. Impreza dodatkowo punktowana do klasyfikacji Challange Masters. Pierwszy raz ścigałam się w tamtych okolicach, choć sam wyścig i jego lokalizację kojarzę z opowiadań kolegów już od paru lat. Przyznam, że po tamtejszych okolicach spodziewałam się bardziej płaskiej trasy, jednak zaskoczyło mnie dość solidne pofałdowanie trasy, gdzie na 45km wyszło 500 m przewyższeń. Wyszło, zatem solidne ściganie w typie szosowych klasyków. Zawsze bardzo dobrze czuję się na takich pofałdowanych trasach. Kobiety open puszczono łącząc z nami męską grupę 60+. Dobrze jechało się w kilkudziesięcioosobowym peletonie, którego poziom okazał się dość wyrównany. Na hopkach grupka się rozciągała, kusiło szarpnąć i spróbować odjazdu, jednak celem na dziś było spróbowanie się w sprinterskim finiszu z grupy. Ok. 600-700metrów do mety trasa prowadziło lekko pod górę, podczas gdy ostatnie 300m było płaską prostą do mety. Zdecydowałam się na atak z grupy do mety jeszcze na tym nachyleniu. Tak wiec pociągnęłam z całych sił, potem długi sprint na stojąco, byle do bram mety. Udało mi się minąć kreskę, jako pierwsza z kobiet. Bonusowo dociągnęłam też na czele prawie całą grupę, choć w końcówce jeden z mężczyzn nawiązał sprinterski dialog, a był nim nie, kto inny jak nasz znany krakowski masters Kazimierz Korcala! Wpadliśmy razem na metę, ale to była frajda! A nogi po tym finiszu niemiłosiernie paliły jeszcze przez dobre kilkanaście minut. Super wyścig, organizacja i ściganie!” – podsumowała zmagania na trasie nasza zawodniczka.

Zdjęcia: Katarzyna Bańka

wstecz
700D