PODIUM PUCHARU POLSKI MTB W TUCHOWIE

09.06.2016

Maciej Jeziorski nie spuszcza z tonu, po bardzo udanych Akademickich Mistrzostwach Polski kolejny raz wskoczył na podium zawodów Cross Country. Tym razem nasz zawodnik zaliczył najniższy stopień podium na trzeciej edycji Pucharu Polski MTB - najbardziej prestiżowego cyklu zawodów XC w Polsce. Maciej wyraźnie jest w „gazie”, podobnie jak organizatorzy pucharowych zawodów, którzy spisali się wyśmienicie, przygotowując pod każdym względem naprawdę świetną imprezę!

Relacja Maćka z wyjazdu:

Tuchów to fajna miejscówka. Małe miasto niedaleko Tarnowa, położone gdzieś wśród niewielkich gór. Cicho, zielono i spokojnie. Lubię takie klimaty. Przebywanie w takim otoczeniu dobrze na mnie działa. Ścigałem się tu już rok i dwa lata temu - zawsze czułem się fajnie.

Dojazd z Warszawy jest fatalny. 300km jedzie się ponad 5h. Taka krajoznawcza wycieczka po Polsce. Zakładając, że nigdzie się nie spieszymy - bardzo fajna. Wyjechaliśmy rano w Sobotę, nic nas nie goniło, więc było ok. Człowiek przynajmniej trochę świata zobaczy, a nie tylko autostrada i bariery dźwiękochłonne ;).

Zajazd na kwaterę jakoś przed 15. Nocleg bardzo przyjemny - agroturystyka, ale taka prawdziwa. Byłem u tej Pani w zeszłym roku. Pieczenie chleba, dojenie krowy i takie tam inne egzotyczne jak dla człowieka z miasta sprawy. Co prawda krowy nie wydoiłem, chleba nie upiekłem, ale chętnie spróbowałem świeżego mleka i pieczywa - dobre! ;)

Zaraz po przyjeździe pojechaliśmy na trasę. Runda została trochę zmieniona i skrócona. Charakter jednak podobny - długi podjazd, sporo krętych technicznych fragmentów i fajny, szybki zjazd. Miejscami było dość ślisko. Miałem okazję się o tym boleśnie przekonać - przelot przez kierownicę i bliskie spotkanie z drzewem. Całe szczęście nic poważnego się nie stało :) Ogólnie runda bardzo fajna. Widać, że chłopaki z Bieniasz Bike Team zrobili kawał dobrej roboty. To się ceni :)

Po treningu jedzenie, czil i wieczorne mycie sprzętu. Pani użyczyła nam węża ogrodowego i w świetle zachodzącego słońca mogliśmy nienerwowo ochlapać swoje rowery. Bardzo fajnie. Zaczerpnięcie świeżego powietrza zaraz przed snem - zawsze spoko ;)

Rano obowiązkowo owsianka. Nie pamiętam, kiedy coś innego zjadłem na pierwsze śniadanie. Kiedyś były płatki śniadaniowe typu Nesquik, później "musli z Lidla", teraz własna owsianka. Sam dobierasz składniki, ilość i proporcję - tak jest najlepiej ! :)

Po śniadaniu poranne rozkręcenie nogi. Start mieliśmy dopiero o 15:00, więc coś z tym czasem trzeba było zrobić. Nie wyobrażam sobie siedzenia na tyłku od 7 do 13. Co prawda mógłbym się pouczyć do egzaminu, ale nie - nauka pochłania zbyt dużo energii ;) Luźna przejacha wcale jej nie pochłania. Wręcz przeciwnie - nakręca do działania. Zwłaszcza przy takich okolicznościach przyrody. Słońce, idealna temperatura, góry...Człowiek najchętniej pojechałby na jakiś długi tlen 4h+, jednak nie. Dziś ściganie. Trzeba się powstrzymać - 45min starczy.

Jedzenie, chwila luzu, dojazd na miejsce zawodów i można się grzać. 30min kręcenia na rolce wystarczy. Na linii startowej w Elicie mężczyzn stanęło 20-stu zawodników. Coś mało, jednak obsada mocna. Z czołówki Pucharu Polski brakowało jedynie Marcelego Bogusławskiego.

Chwila czekania. 3,2,1 i jazda…

Na początek ogień pod górę. Długi podjazd tak na 2-3min. Wychodzę na prowadzenie. Jadę 100proc, bez kalkulacji. Przed wjazdem w wąskie ścieżki daje się wyprzedzić trzem zawodnikom. Zaraz znów "spływam" o kolejne 3 miejsca. Trochę "spuchłem". Potrzebowałem chwili na złapanie drugiego oddechu. Na pierwszy, dłuższy zjazd wjeżdżam koło 8 pozycji. Tuż przede mną wywrotkę zaliczył Bartek Mikler. Ja dość ostrożnie, zwłaszcza w miejscu gdzie wczoraj leżałem. Stroma ścianka zakończona ostrym zakrętem w lewo. Jest śliska, jednak nie aż tak jak dzień wcześniej. Da się jechać. Wszyscy są w miarę blisko siebie. Jedynie Kornel Osicki zrobił niewielką przewagę.

Ciśniemy drugi podjazd na rundzie. Zaczynał się w gęstym lesie ze sporą ilością błota. Dało się jechać, choć chwilami ciężko było utrzymać równowagę. Następnie wyjazd na otwartą przestrzeń i "sztajfa" do góry. Tam już sucho, ale stromo. Ostatnia część rundy to głównie zjazd. Pod koniec szybki, po trawie, z kilkoma hopkami. Rundę pierwszą skończyliśmy w dużej, pięcioosobowej grupie. Chwilę przed nami wciąż był Kornel.

Po kolejnym podjeździe nasza grupka się porwała. Krzysiek Łukasik i Kuba Zamroźniak zyskali kilka sekund przewagi, ja z Filipem Heltą jechaliśmy na miejscach 4-5, a Rafał Hebisz został w tyle. Przez kolejne dwa okrążenia wiele się nie zmieniało. Różnice czasowe niewielkie - wciąż mogło się wiele wydarzyć. Na piątej rundzie wszystko się zjechało - Kornel lekko osłabł, a my "dospawaliśmy" do czołowej trójki. Zrobiło się ciekawie.

W końcówce najmocniejszy okazał się Filip, tuż za nim przyjechał Krzysiek, a ja zakończyłem rywalizację na miejscu trzecim.

To było dobre, mocne ściganie. Czułem się fajnie, sprzęt spisał się świetnie - wszystko zagrało jak trzeba. No...prawie wszystko - jednak pod koniec nogi już trochę odmówiły współpracy. Może następnym razem uda się ugrać coś więcej ;)

Podziękowania dla WKK za pomoc na boksach technicznych!

Po wyścigu dekoracja i powrót do domu. Podróż dość długa...ale za to, z jakimi widokami! ;)

Za tydzień kolejne ściganie. Tym razem na Pucharze Czech w Brnie. Powalczymy ! ;)”

Foto: zwij.pl, rowery.pl

 

 

 

wstecz
700D