PUCHAR CZECH XC MTB - BRNO

22.06.2016

Brno jest drugim, co do wielkości miastem w Czechach, będącym jednocześnie bardzo ważnym ośrodkiem kulturalnym, naukowym i turystycznym – to oczywiście można wyczytać na Wikipedii :). Osobiście sprawdziliśmy jednak, że Brno nie stroni również od sportu ani tym bardziej od kolarstwa, gdyż to właśnie w nim rozegrano 4 tegoroczną edycję Pucharu Czech XC MTB! Czesi potrafią zorganizować świetne widowisko sportowe, z perfekcyjną oprawą oraz tłumem kibiców przy trasie. Zawody posiadały rangę UCI C1, co sprawiło, że na starcie zjawiła się śmietanka zawodowego kolarstwa MTB z mistrzem olimpijskim Jaroslavem Kulhavym na czele. W tak okazałej stawce zawodników nie zabrakło również i nas za sprawą Maćka Jeziorskiego!

Maciek zrelacjonował swoją wizytę w Brnie:

„To był już mój trzeci start na Pucharze Czech w tym sezonie. Wcześniejsze wyścigi w Pradze i Teplicach wspominam całkiem dobrze. Ogólnie zawody organizowane przez naszych południowych sąsiadów są naprawdę fajne. Wysoki poziom sportowy, wzorowa organizacja i ciekawe trasy. Miejsca zawodów często zlokalizowane są w większych aglomeracjach (Praga, Brno, Teplice, Kutna Hora), dzięki czemu może dotrzeć więcej kibiców. Teren przy starcie/mecie wygląda profesjonalnie. Teamowe auta, rozstawione namioty, rowery równo ustawione na specjalnych stojakach. Czuć klimat prawdziwych zawodów. Pamiętam jak będąc juniorem (ach, kiedy to było...;)), pierwszy raz pojawiłem się na Pucharze Czech. Strach, przerażenie i krążące po głowie pytanie - co ja tutaj robię. Wszystko wyglądało tak poważnie.

Cóż, prawda jest taka, że faktycznie na naszym podwórku jest nieco inaczej...Nie zagłębiając się w szczegóły...- mniej PRO. Puchar Polski odbiega od Pucharów Czech pod każdym względem. Zmiany idą w dobrym kierunku, jednak nadal dzieli nas przepaść. Ościganie się na takich zawodach, jakie są u naszych południowych sąsiadów, to mega ważna sprawa. Przyjechać, zobaczyć jak to wygląda, dostać srogie lanie i wrócić do domu. Kilka takich wypadów i już perspektywa trochę się zmienia. Samo uczestnictwo nie wzbudza aż takich emocji - można myśleć o poprawie swoich wyników. Takie starty zdecydowanie ułatwiają podnoszenie swojego poziomu sportowego. Motywują do pracy i cięższych treningów. Rywalizacja z lepszymi od siebie jest bardzo istotna.

Runda wyścigowa była szybka, z dość płaskimi podjazdami i ciekawymi, krętymi zjazdami. Trudnych elementów technicznych brak, choć przy większych prędkościach luźne podłoże wymagało dużej koncentracji.

Rozgrzewkę wykonałem wyjątkowo nie na rolce, a na trasie. W miarę łagodne podjazdy były odpowiednie do rozkręcenia nogi i zrobienia kilku przyspieszeń. Ustawienie na starcie według pkt UCI. Trochę ich mam, dzięki czemu stanąłem w drugim rzędzie. Przede mną między innymi Jaroslav Kulhavy, Jan Skarnitzl czy przemocny Bartek Wawak. Chwila czekania. Odliczanie 2min, 1min, 30 sek Serce bije coraz szybciej, oddech coraz głębszy....strzał i jazda! :)

Ze stadionu na trawę, krótki sztywniejszy podjazd, dalej łagodnie do góry po asfalcie. Bez rundy rozjazdowej, jednak trasa szeroka, więc można wyprzedzać. Początek "taki se" w moim wykonaniu. Jadę w okolicach 20 miejsca. Tłok spory, ale bez korków. Pierwszy dłuższy zjazd - chmura kurzu mocno ograniczała widoczność. Całe szczęście bez wywrotek. Wszyscy ładnie zjechali. Można walczyć dalej. Wyprzedzam kilku zawodników - noga przyzwoicie się kręci. Chwile przede mną jedzie grupka z Filipem Heltą i Kornelem Osickim. Pierwsze z ośmiu okrążeń kończę na 16-stym miejscu.

Dojeżdża do mnie trzech zawodników, w tym Rafał Hebisz. Podkręcają tempo. Jest szybko. Płaskie podjazdy lecimy w niezłym tempie. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie.

Zjechały się dwie grupki, ale tylko na chwilę.  Zostaje lekko w tyle z dwoma Czechami, Węgrem i Rafałem. Tak kończymy trzecie okrążenie.

Za plecami słyszę jakiś trzask. To chyba był Rafał - nie wiem, co tam dokładnie się stało. Wywrotka, guma, czy jakiś inny defekt. Jadę dalej. Na zjazdach dość ryzykownie, ale inaczej się nie da.

Wjazd na stadion, mijam linię startu/mety i jazda na kolejną rundę. Wciąż w okolicach 16-17 miejsca. Samopoczucie niezłe. Cały czas przed sobą mam kilku zawodników. Tak w zasięgu 20-40sek. Blisko, ale strasznie ciężko coś odrobić.

Łapie swój rytm, kadencja dość wysoka. Tak jak lubię. Wjazd na ostatnią rundę. Młodzież na bufecie podaje bidon. Piję, wyrzucam i cisnę dalej. Zapiek w nogach solidny. Jedzie się fajnie. Nogi wciąż chętne do pracy. Niby ok, ale to nie wystarcza. Nie jestem w stanie dogonić zawodników jadących chwile przede mną. Trochę szkoda.

Ostatecznie kończę na 16-stym miejscu, z czasem 1:39:41.  Strata do miejsca 12-stego - 35 sek. Niedosyt jest, jednak cały wyścig oceniam na plus. Sprzęt spisał się świetnie. Samopoczucie dobre. Sił starczyło do końca - ostatnią rundę przejechałem z 9-tym czasem. Fajnie. Do zwycięzcy - Jaroslava Kulhavego, straciłem 8 minut 30sek. O 3min 30sek mniej niż przed rokiem, przy bardzo zbliżonych warunkach (trasa, samopoczucie, pogoda) Progres jest - to cieszy. Oby tak dalej :)”

wstecz
700D