SZOSOWA BATALIA W RABIE WYŻNEJ

27.07.2016

Cykl okręgowych Małopolskich wyścigów Podhale Tour zyskuje coraz bardziej na popularności. W ostatnią niedzielę obyła się 3 tegoroczna edycja cyklu. Trasy Podhale Tour swoją charakterystyką nawiązują do największych kolarskich wyścigów gdyż nie brakuje na nich epickich podjazdów. Taki profil zmagań wyraźnie odpowiada Kamil Biernat, która potwierdziła ten fakt zajmując 2 miejsce w Rabie Wyżnej.

Kamila po wyścigu opisała swoje wrażenia ze zmagań:

„Do startów w Podhale Tour podchodzę z pewnym sentymentem i bardzo cieszę się, że miałam okazję wystartować w III etapie tegorocznej edycji. Do wyboru były dwa dystanse 68 km i 51km, gdzie krótszy był dedykowany również dla kobiet. Trasa dość wymagająca, z trzema dłuższymi podjazdami i około 15 kilometrowym wypłaszczeniem, zapowiadała ciekawą rywalizację. Atmosfera była gorąca, prócz 32 stopni na moim liczniku, smaczku dodały mocne nazwiska dziewczyn z damskich peletonów. Mimo, że nie lubię upałów, tego dnia czułam, że jestem w naprawdę dobrej dyspozycji.

Start był bardzo spokojny, jednak pierwszy podjazd podzielił stawkę i zostałyśmy wraz z zawodniczką z ZKS Stal-Rzeszów w małej grupce szarpiących się chłopaków. Plan był prosty – pilnować konkurentki. Niestety grupa szarpała i rozciągała się coraz bardziej. Rywalka zwalniała, więc decyduję się na odjazd. Niestety nie był to dobry pomysł, ponieważ po zjeździe musiałam walczyć samotnie z długim wypłaszczeniem pod lekki wiatr. Zatem wypatruję podjazdu. Po kilkukilometrowej samotnej ucieczce, z tyłu w oddali wyłoniła się 5-6 osobowa grupka. Decyduję się zaczekać. Nie wiem, co było gorsze samotny odjazd, czy czekanie na grupę wiozącą mniej zmęczoną rywalkę. Teraz też muszę chwilę odpoczęć. Niestety nie ma czasu na obijanie, nagle szybko wymija nas jeden chłopak i dziewczyna siada mu na kole - odjeżdżają. Ja przyblokowana przez ledwo żywego gościa tracę szanse na doskoczenie do nich. Niebawem 7 kilometrowy zjazd i już wiem, że mogę się pożegnać z pierwszym miejscem. Motywuję dwóch pozostałych panów do aktywnego zjazdu po szybkich, mocnych zmianach, ale marnie nam idzie. Uciekająca para znika za zakrętami. Obliczam, że odjechali nam na ponad 4 minuty. Jeszcze jest szansa – został dłuższy podjazd pod Harkabuz. Atakuję ile sił w nogach. Wymijam kilka osób i w połowie dostrzegam swoją rywalkę. Kręcę coraz mocniej, choć zakwaszone nogi odmawiają już współpracy. Niestety zostaje 300 metrów do mety. Odpuszczam. Jestem zła, mam świadomość, że byłam mocniejsza.

Tym razem w trochę głupi sposób straciłam 1 miejsce, a szosa rządzi się swoimi prawami. Radość przychodzi następnego dnia, bo wiem, że pojechałam na 101% i zajęłam świetne jak na taką obstawę 2 miejsce.”

Zdjęcia: Dominik Gach Fotografia

wstecz
700D