SZYBKOŚCIOWE CYKLOKARPATY W SANDOMIERZU

13.06.2016

Za maratończykami Romet Racing Team kolejny bardzo udany weekend! W ubiegłą sobotę nasi kolarze górscy trafili do malowniczo usytuowanego Sandomierza, gdzie na szybkiej interwałowej trasie rozegrano piąty etap serii Cyklokarpaty. Tym razem zabrakło typowych dla MTB atrakcji. Nie było długich, wielokilometrowych podjazdów, czy karkołomnych najeżonych kamieniami zjazdów, jednak wyścig miał swój niepowtarzalny klimat, który zrekompensował wspomniane niedostatki. W końcu Sandomierz to jedno z najstarszych i najpiękniejszych polskich miast, stanowił, więc niezwykle atrakcyjne tło dla zagorzałej kolarskiej rywalizacji sportowej!

Nasza reprezentacja w składzie Bartosz Janowski oraz Dominik Grządziel nie narzekała na brak trudności, szybkie zmagania były idealnym urozmaiceniem po ostatnich wyczerpujących górskich eskapadach. Szybkościowy akcent na pewno pozytywnie zaprocentuje i będzie idealnym impulsem pomagającym utrzymać znakomitą formę!

Bartosz Janowski – 1 miejsce Open na dystansie Giga (74 km)

„Sandomierz do tej pory nie kojarzył mi się z kolarstwem, chociaż trzeba przyznać, że serialowy Ojciec Mateusz ostro pomykał dwukołowcem po zabytkowych uliczkach ;). Według wstępnych informacji przedstawianych na stronie Cyklokarpat, na Giga planowane było ok. 800 metrów przewyższenia, co naturalnie przy dystansie wynoszącym 74 kilometrów jest dla zaprawionego w bojach górala wartością wywołującą po prostu lekko ironiczny uśmiech na twarzy ;) Mimo tego nie narzekałem. Wiedziałem, na jaki maraton jadę, a szybki interwałowy charakter rywalizacji nawet mi odpowiadał w tym momencie sezonu, gdyż był świetnym urozmaiceniem. W końcu, ile można mozolnie młynkować walcząc o każdy metr zdobywany pod stromą górę? ;)

Było ekstra! Na początku zmagań ku uciesze licznie zgromadzonych turystów w obszernym peletonie przemknęliśmy przez centrum i zabytkową część miasta, to był prawdziwy show :D Dalej rozpoczął się wyścig, grupa zasadnicza mocno się rozciągnęła i z ogromną prędkością wpadliśmy na terenową pętlę, wytyczoną na rolniczych obrzeżach. Pierwszy raz spotkałem się z trasą, ulokowaną w 100% w różnego rodzaju sadach i polach uprawnych w dodatku prowadzącą non-stop ostro po zakrętach oraz krótkich kilkunastometrowych podjazdach i zjazdach. Liczyłem na kosmiczną prędkość przelotową tymczasem poziom skomplikowania przestrzeni sprawił, że przemieszczałem się w sumie standardowym na naszej planecie wyścigowo-rowerowym tempem, no cóż, takie życie ;) Po kilkunastu kilometrach odskoczyłem od rywali i dalszą moją taktyką na ten wyścig było sukcesywne powiększanie przewagi, więc gnałem ile sił w nogach i koncentrowałem się na nawigowaniu w gąszczu wiraży i skrzyżowań.

Mimo braku trudności terenowych jechało mi się super. Leciutkie niemal szosowe Micheliny rozpędzały się błyskawicznie, dodatkowo na asfaltowych prostych przyjemności nie mącił też wiatr. Genialne były fragmenty prowadzące interwałowo góra-dół. Momentami, ostro dokręcając na zjazdach przelatywałem następujące po nich podjazdy rozpędem, odczuwając wzmożone działanie siły grawitacyjnej dociskającej mnie mocno do ziemi :D Kojarzycie to uczucie? :)

Dałem z siebie 100% i metę dystansu Giga przekroczyłem, jako pierwszy z naprawdę dobrym czasem, z czego jestem usatysfakcjonowany, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że z zapowiadanych 800 metrów przewyższenia mój licznik zarejestrował tak naprawdę 1180, czyli wartość, która zaczyna już u mnie wywoływać niepodszyty ironią uśmiech prawdziwego zadowolenia :)”  

Dominik Grządziel – 1 miejsce w kategorii wiekowej M3 (2 Open) na dystansie Mega (47 km)

„Na sandomierską edycję Cyklokarpat nie dowieźli gór, ale nudy na trasie mimo tego nie było! ;)

Od pierwszej hopki żwawe tempo, objazd urokliwego rynku i … postój na przepuszczenie reszty kolarzy... :) Kiedy kwas mlekowy zaczął piec w udach mogliśmy ruszać dalej! ;) Krótkie miejscami sztywne podjazdy pokonywane przeważnie na stojąco, szybkie zjazdy, przeplatane fragmentami po betonie – tak w skrócie wyglądał początek trasy. Czujnie jechałem w pierwszej grupie, którą tworzyło 7-miu megowiczów. Jadący z nami Bartek Janowski po m.w. 30 minutach odjechał, pewnie zmierzając po zwycięstwo na długim dystansie! :) Prawie wszyscy zgodnie współpracowali, tym samym kilometry upływały bardzo szybko. Najciekawsze dla finałowym rozstrzygnięć ruchy miały miejsce na ostatnich kilometrach. Mądrze taktycznie zachował się Kamil Pomarański, który pierwszy przebił się na wąski zjazd, pokonywany niestety w towarzystwie hobbystów. Jak się można było spodziewać reszta z nas została przyblokowana przez miłego pana, który nie miał zamiaru nas w jakikolwiek sposób przepuścić, mimo wielu próśb... :/ Ostatecznie opłotkami przez ogródek udało się jakoś wyprzedzić tego kolarza i puściliśmy się w pogoń za uciekinierem. Na szczęście przed metą czekało nas jeszcze strome podejście, na którym podbiegłem do Kamila. Stromy zjazd i asfaltowy podjazd. Kamil zaatakował ponownie i zrobił kilka metrów przewagi. Mimo jazdy na 110 % nie udawało mi się zniwelować dzielącego nas dystansu, szczerze to nogi miałem już pustawe... Los jednakże znowu się do mnie uśmiechnął, gdyż na ostatnich kilkudziesięciu metrach opisywany podjazd zrobił się naprawdę stromy. Tego potrzebowały moje waty/kg! :) Dojechałem do rywala i poprawiłem na płaskim. Niestety meta była dość niefortunnie usytuowana na zjeździe asfaltowo-brukowanym. Zaatakowałem na początku zjazdu i przez dłuższą chwilę jechałem pierwszy. Niestety na ostatnich metrach wyskoczył mi zza pleców solidnej postury zawodnik Mateusz Rejch, a ja nie byłem już w stanie odpowiedzieć i musiałem się zadowolić 2 miejscem.

W sumie jestem zadowolony ze swojej jazdy. Jak na trasę, która raczej nie należy do moich ulubionych jechało się spoko. Fajna końcówka, na której nie odpuściłem, walka do końca. Słowem niezłe ściganie! :)”

 

 

wstecz
700D