WAŁBRZYSKIE WYZWANIE DLA PRAWDZIWYCH GÓRALI

10.06.2016

Za nami czwarta tegoroczna edycja ligi Bike Maraton. Po rozgrzewkowych łatwiejszych etapach kolarzom największego cyklu imprez rowerowych w Polsce, tym razem przyszło się zmierzyć z prawdziwie wymagającą górską trasą startującą z Wałbrzycha. Organizatorzy dołożyli wszelkich starań by wyścigowa pętla dystansów Mega oraz Giga zadowoliła możliwie największe grono startujących górali. Do pokonania czekała, więc solidna porcja długich podjazdów, spora ilość naturalnych trudności terenowych i fragmentów technicznych jak również szybkich rytmicznych zjazdów. Rywalizacja odbyła się na ścieżkach okalających Chełmiec oraz Trójgarb, które kolejny raz okazały się fenomenalną areną kolarskich zmagań!

Na starcie w Wałbrzychu stawili się Bartek Janowski i Dominik Grządziel. Nasi kolarze zaliczyli świetny wyścig! Wyraźnie zdążyli już ochłonąć po Beskidy MTB Trophy!

Bartek Janowski – 1 miejsce Open na dystansie Giga (71 km, 2600 metrów przewyższenia)

„Po ciężkim czterodniowym wyścigu Beskidy MTB Trophy, przed startem w Wałbrzychu nie byłem pewny swojej dyspozycji. Solidny mikrocykl regeneracyjny spełnił swoje zadanie dzięki temu w trakcie rywalizacji czułem się bardzo dobrze. Przez pierwszą część zmagań sytuacja w czołówce dynamicznie się zmieniała. Wymienialiśmy się ciosami z Bogdanem Czarnotą oraz świetne dysponowanym Łukaszem Klimaszewskim. W stawce mieszali również zawodnicy krótszego dystansu - Mega. Mimo moich prób zaciągu, ataków Łukasza, oraz potężnego tempa, które narzucił Bogdan na pierwszej rundzie wyścig cały czas nie był rozstrzygnięty. Tuż po wjeździe na drugą rundę udanie zaatakowałem. Zachowałem więcej mocy na końcówkę rywalizacji, co było korzystne ze względu na ciężki profil trasy, oraz upalną pogodę. Utrzymałem solidną prędkość jazdy do końca, dzięki temu finiszowałem na pierwszym miejscu.”

Dominik Grządziel – 4 miejsce w kategorii M3 (6 Open) na dystansie Mega (51 km, 1750 metrów przewyższenia)

„Bike Maraton w Wałbrzychu zapamiętam na długo! Wyścig ten okazał się dla mnie solidną próbą charakteru, z której mam nadzieję wyszedłem zwycięsko. :)

W sumie nie wiedziałem, czego się spodziewać po moim organizmie tydzień po skończeniu solidnej etapówki w górach. Niestety już 1-szy podjazd pokazał, że łatwo i przyjemnie nie będzie… Mimo starań nie mogłem złapać swojego rytmu, męczyłem się okrutnie i jechałem daleko – w okolicy 15 msc. Kolejne krótkie podjazdy nie przynosiły znaczącej zmiany, gdzieś tam się pałętałem, kogoś wyprzedziłem pod górę, ktoś mnie na płaskim itp. Mocno w kość dał mi najdłuższy podjazd tego dnia, m.w. w połowie trasy, na którym zacząłem się zastanawiać, czy tak właśnie się czuje człowiek na chwilę przed zawałem…?! ;)

Serducho na szczęście wytrzymało, podjazd w końcu się skończył, a ja o dziwo odżyłem. A nawet można powiedzieć, że ODŻYŁEM! W tym momencie zaczął się inny rozdział, rozpoczął inny wyścig. Zostawiłem rywali, z którymi jechałem i zacząłem wyprzedać kolejnych. Noga kręciła się wyraźnie lżej, a ja odzyskiwałem pozycje. M.w. na 15 km do mety jechałem już 5ty, ale doganiał mnie wyraźnie Mateusz Zoń, który także „powrócił z dalekiej podróży”… ;) Z Mateuszem pokonaliśmy wspólnie parę górek i wyprzedziliśmy jeszcze jednego rywala. Niestety na końcowych kilometrach moje nogi postanowiły się ponownie zbuntować i zaatakowały falą skurczów praktycznie we wszystkich możliwych miejscach… :/ To spowodowało, że straciłem kilka cennych sekund na ostatnim stromym zjeździe do mety i nie byłem w stanie ich odrobić na końcowych pagórkowatych łąkach. Podium w kategorii  i TOP5 open uciekło, a ja z grymasem bólu dotoczyłem się do mety. Szkoda, bo znowu, podobnie jak w Polanicy, zająłem 4tą lokatę w M3 i 6tą open. Następna szansa w Wiśle, gdzie mam nadzieję już od startu będę mógł być w pełni zadowolony ze swojej jazdy! :)”

wstecz
700D